LXII
Chłopak
błyskawicznie zjawił się przy niej i złapał ją za oba nadgarstki. Wyciągnął jej
rękę zza pleców i przez chwilę próbował złapać je w jedną dłoń. Szybko
zrezygnował z tego pomysłu i spojrzał spokojnie w jej jarzące się oczy.
- Puść. – Jej głos był spokojny, mimo że jej twarz
przybrała zdecydowany wyraz.
- A jeżeli tego nie zrobię? – Spytał niewinnie,
zacieśniając uścisk na rękawiczkach, które miała na całych przedramionach.
Nie boisz
się mnie, z jakiegoś powodu. Dobrze, jeżeli tak bardzo chcesz to sprawię, że
zaczniesz się naprawdę bać. – Pożałujesz. – Odpowiedziała słodko i
próbowała wyrwać ręce z jego uścisku. Bezskutecznie.
- Nie mogę cię puścić, czegokolwiek nie zrobisz.
Spojrzała mu pytająco w oczy, ale nie miał zamiaru
wyjaśniać. Wzruszyła ramionami zrezygnowana i zamknęła powieki na dłuższą
chwilę. Gdy je otworzyła, biblioteka zaczęła się rozpadać. Regał po regale,
deska po desce opadały na podłogę, wzbijając w powietrze tumany kurzu. Książki wzbijały
się w powietrze i płonęły, nim zdołały upaść na ziemię. Chłopak rozejrzał się
zdezorientowany jednak ani trochę nie poluźnił uścisku.
- Szukasz śmierci, chłopcze? – Po raz kolejny
spojrzała w jego zielone oczy.
- Nie, już nie szukam niczego ani nikogo. –
Uśmiechnął się lekko. – Już nie.
W tym momencie jeden z regałów przewrócił się tuż
za plecami chłopaka. Podskoczył zaskoczony i obejrzał się. W tym samym momencie
puścił jeden z jej nadgarstków, dając sobie szansę na osłonięcie się przed
następnym meblem.
Istota uśmiechnęła się wredne i położyła wolną
dłoń na ręce, którą ją trzymał. – Puść.
Przelotnie spojrzał w jej oczy, potem na swoją
rękę i zamarł. Podczas chwili jego nieuwagi zniknęła rękawiczka i dziewczynie
zdążyły wyrosnąć długie, ostre paznokcie. W tym momencie były przyłożone do
jego nadgarstka. – Niezależnie, co zrobisz… Ja nie puszczę.
- Martwi nie mają prawa decydować o swoim losie. –
Po tych słowach zatopiła pazury w jego skórze. Skrzywił się, ale nie poluźnił
uścisku. Uparty… Naprawdę chcesz umrzeć?
Skoro taka jest twoja wola.
Poczuła dziwny, nieznany uścisk w środku, gdy
zadawała każdy kolejny cios. Cięła po rękach i torsie. Wiedziała, że sprawia mu
tym ogromny ból, ale o to właśnie chodziło. Nigdy nie odczuwała bólu, który
sama zadawała, jednak tym razem było inaczej. To nie miało jednak znaczenia,
nie mogła mu przecież pozwolić…
Nagle chłopak zaczął znikać. Próbowała się wyrwać
za wszelką cenę, ale bezskutecznie. Zaczęła znikać razem z nim.
NIE!
LXI
Kolejny zwykły wieczór. Dziewczyna wolno
przemieszczała się po ulicach, szukając czegoś interesującego. To miasto było
iluzją i ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Zatrzymała się przed jakimś
pubem, ale postanowiła nie wchodzić do środka. Kolejna zwykła noc, podczas
której nie wydarzy się nic szczególnego…
Spojrzała pod nogi i zauważyła dziwny, świecący
proszek. Jak tylko się rozejrzała, dostrzegła go dużo więcej. Jakby prowadził
ja w jakimś kierunku. Nie mając nic lepszego do zrobienia udała się po śladach.
Świecąca ścieżka urwała się dość szybko i zmusiła dziewczynę do podniesienia
wzroku. Światło? W bibliotece miejskiej…?
O tej porze? Ciekawe. Uśmiechnęła się wrednie do siebie i ruszyła w tamtą
stronę. Bez problemu dostała się do środka i skryła za dużym regałem.
Przesuwała się wolno w stronę światła. Jej stopa natrafiła na deskę, która
głośno skrzypnęła pod naciskiem.
Wtedy też zauważyła ruch w oświetlonej części.
Ktoś niespokojnie podniósł się z krzesła i zaczął rozglądać po pomieszczeniu.
- Kto tu jest?! – Męski? Tak, ale zdecydowanie
głos należał do młodego osobnika.
Odczekała chwilę, aż niepewność jeszcze trochę
wzrośnie w obserwowanym i wyszła zza regały.
- Kim ty… - Zamilkł, gdy spojrzał w jej czerwone
oczy.
Wpatrywali się w siebie przez dłuższą chwilę, aż
dziewczyna, lekko znudzona, odrzuciła włosy na plecy i wbiła swój wzrok w jego
oczy. Zielone, ładne nawet… Ciekawe, jak
będą wyglądać przerażone.
Chłopak opanował się, wziął głęboki oddech i
zaczął spokojnie rozmowę. - Nie jesteś człowiekiem, prawda?
- Możliwe. – Przymrużyła oczy. Jest za spokojny, coś jest nie tak… Skierowała
spojrzenie na stos książek, które przeglądał przed jej przyjściem. Język, który
widziała na okładkach, nie był językiem, który chłopak miał prawo znać.
- Po co tu przyszłaś?
- Kto to wie. – Uśmiechnęła się wrednie. Zacznij się bać…
Wykonał niby przypadkowy gest, w stronę książek. –
Wiem kim jesteś...
- To tylko ci się tak wydaje. – Uniosła jedną rękę
do góry i złapała niesforny kosmyk włosów. Druga powędrowała za jej plecy.
Po ciele chłopaka przeszedł dreszcz, ale
kontynuował. - … i nie boję się ciebie….
- To dlaczego trzęsiesz się, jak osika? – Zrobiła krok
w jego stronę.
- Bo lubię…
Niespodziewany komentarz rozbawił ją. Roześmiała
się głośno, zamykając na chwilę oczy. I to był jej błąd.